Witamy visitor możesz log in or create an account

Zbiorek „Cień smutku” kontynuuje rozmyślania nad kruchością życia człowieka, samotnością, poszukiwaniem miłości, pięknem przyrody i nieodłącznym towarzyszem trwania – cieniem smutku.

MIARA SMUTKU

Smutku nie zmierzysz,
smutku nie zważysz,
postrzegasz go w oczach,
słyszysz w drżeniu głosu.

Smutek jak opar bagienny
tli się błędnym ognikiem,
smutek opada kroplami deszczu,
bo niebo też zasmucone.

Smutek kryje się głęboko
w molowych koncertach Chopina,
rozlewa się gamą dźwięków
uciszając niepokój duszy.

A może miarą smutku
jest akord molowy?

KRUCHOŚĆ

Wiersz utkany z porannej
mgły
zszyty osnową pajęczą
z nostalgią
jest kruchy jak górski
kryształ
mówi o odwiecznej tęsknocie
duszy,
przepojony wzruszeniem
płacze
wraz z kroplami opadającej
mgły
na fioletowe drobne kwiaty
lawendy.

MASKA

Za maską zabawnego arlekina
odzianego w kolorowe gałganki
kryje się pobielona twarz
zasmuconego pierrota.

Codzienna maskarada
dla świata przebierańców
zyskuje poklask gawiedzi
szukającej taniej rozrywki.

Przyjmując postać wesołka
chowamy głęboko cień smutku,
bo świat nie otrze łez
i
nie zastanowi się
czemu on płacze.

ROZWAŻANIE

Próżnia wypełniona
pustką

staje się pozorną
pełnią.

Pustka wypełniona
próżnią

jest jedynie niebytem
w czasie.

Dusza nie pragnie
niebytu

dusza sama w sobie jest
życiem.

NIE MOŻNA

Złe słowa wykrzyczane
w gniewie

ranią człowieka dotkliwiej
niźli sztylet.

Przebijają serce ludzkie
na wylot.

Zostają po nich blizny
na duszy

dlatego nie można zapomnieć
ani wybaczyć.

FENIKS

Spadł ptak na obcą ziemię
ze złamanymi skrzydłami,
nie było ocalenia z pogromu
rzuconych na stos ofiarny.

Płonął jak znicz nagrobny
zakryty mgielnym całunem…

„Non omnis moriar…”
Odrodzi się do lotu
dumny feniks zmartwychwstały
z popiołów.

CRUX

Czyż istnieje większa miłość
od tej przybitej do krzyża
przez nieprawości nasze,
ukoronowanej cierniem
na oczach
gawiedzi
nieświadomej
cudu zbawienia
przez mękę,
krzyż, miłość
i
cierpienie?

EFFETA

Otwórz szeroko oczy
na świat i człowieka.
Niech słowa prawdy
dotrą do serca.

Naucz się pojmować
absolut dobra i piękna.

Niech dokona się otwarcie
nie będziesz już dłużej
ślepy – głuchy – niemy,
doznasz cudu objawienia.

CHOCHOLI STÓŁ

W pustce zwanej życiem
człowiek daremnie szuka
bratniej duszy.

Tańczą słomiane chochoły
wokół okrągłego stołu,
zgubiły róg złoty,
w rękach sznur konopny.

„Teraz” nie widzi „jutra”

Nikt nie ofiaruje obola
powiekom w ostatniej drodze
na brzegu zapomnienia…
nikt nie zauważy odejścia.

Tańczą słomiane chochoły
wokół okrągłego stołu
skręconego ze słomy,
swój smutny chocholi taniec.

KROKI WE MGLE

Trudno nauczyć się życia
z niespełnionym marzeniem
i samotnością w plecaku.

Zbyt długo trwałam w uśpieniu
na przystanku z napisem „życie”,
teraz wchodzę w krąg mgielny.

W objęciach trzymam marzenia
a mgła gęstnieje szybko
i tłumi kroki ledwo już słyszalne.

CYMBAŁ

Człowiek spełnia się w miłości
bez niej staje się fantomem.

Miłość napotykając miłość
czyni ją swoją własnością.

Miłość jest darem „zadanym”
nie wolno gardzić nią człowiekowi.

„Gdybyś miłości w sobie nie miał
byłbyś jedynie jako cymbał brzmiący”.

POSZUKAJ

Mówisz poważnie,
że miłość to mrzonka,
chwilowe uniesienie,
że trwa chwilę, moment,
czasem trochę dłużej,
potem ucieka w zapomnienie.

Czym więc wypełnisz
pustkę istnienia swojego?
Tykaniem zegara?
Czekaniem na niewiadome?
Jesteś… i nie jesteś,
zmarłeś zanim żyć zacząłeś.

Tak bywa… gdy zgubisz miłość
poszukaj… może znajdziesz…
Życie i tak biegnie dalej.

ZAMKNIĘTY KRĄG

Różaniec
krąg modlitewny
zamknięty krzyżem.
Tajemnice bolesne
przesuwane w skupieniu
palcami skostniałymi.

Zegar ziemskich spraw,
godzin trwania w zadumie
i jednocześnie kompas
ostatniej wędrówki
ziemskiego pielgrzyma.

MARSZ

Wczoraj
dziś
jutro…
Tak samo trzeba iść
pod rękę z czasem.

Smutne
wczoraj
może stać się radosnym dziś
a jutro będzie sfinksa zagadką.

Każdy dzień marszu
zmierza nieuchronnie do bramy
z napisem „wieczność”.

ZNAK

Jesienna nostalgia
snuje się jak dym
ogniska płonących gałęzi.
Szara chmura zakrywa krajobraz,
czasem zmienia się w smużkę
dymu z papierosa kreślącą
znak zapytania o zimę.

OPOWIEŚĆ O STRACHU NA WRÓBLE I KOŁKU W PŁOCIE

Zmieciony ze ścierniska
strach na wróble stary,
w podartej kapocie
niesiony zimnym wiatrem,
oparł się o płot drewniany.
Rozpoczyna z kołkiem rozmowę,
skarży się, że niepotrzebny
kłosom zbóż i ludziom,
musi iść w zapomnienie.
Kolek pojmuje rozterkę…
też tkwię tutaj samotny
i nikt mnie nie wysłucha,
każda więc bratnia dusza
jest na wagę złota – ufam,
tutaj nikt nie przychodzi,
do domu mnie nie zaprosi…
Tkwię więc sam w tym opłotku.
Zostań ze mną strachu – proszę,
przezimujemy razem jakoś.
Przygarnął się strach do kołka…
Będziemy tkwić w płocie do pary,
obaj opuszczeni przez ludzi
ty samotny – a ja bardzo stary.

MARGINES

Na marginesie życia
trudno rozwinąć skrzydła,
cienka boczna linia
wyznacza pole startu.

Można jednak próbować
zapisać na nim sprawy ważne,
ocalić przed zapomnieniem
niespełnione marzenia.

SKAMIENIELINY

Na kamiennych przydrożach
spoczywają strudzeni wędrowcy.

Mgła okrywa ich zapomnieniem,
z wolna sami stają się głazami.

Skamieniałość rodzi się z bólu,
smutku, zwątpienia i samotności.

Na kamiennych przydrożach
spoczywają skamieniali wędrowcy.

1968…

Chcę odpowiedzieć sobie
na pytanie kiedyś zadane,
zostawione bez odpowiedzi.

Nie usłyszałam wtedy słowa
odwiecznego „klucza” do drzwi,
a za nimi płakało cicho
moje skulone szczęście.

Nie mogłam tam wejść sama
na poranionych stopach
z sercem obolałym w dłoniach.

Teraz zbyt późno na odpowiedź
nadeszła północ nieunikniona
i nie istnieją już drzwi,
które kiedyś mogłam otworzyć.

ŚNIEŻYNKI

Płatki śniegu,
pokruszone niebo
spadające na ziemię.

Puszysta biel
kryje ślady stóp.

Patrząc w górę
widać potargane niebo
sypiące białe okruszki.

PANIE!

Stworzyłeś nas
na wzór i podobieństwo Twoje…

Skąd tyle nieprawości naszych
i walka toczona o tron?

Jesteś najwyższą dobrocią,
miłością, mądrością, wybaczeniem…

Dlaczego zabijamy dobro
w imię zła i okrucieństwa?

Dlaczego gardzimy miłością bliźniego
i karlejemy bez końca?

Stąd tylko krok do zabicia
prawdy istnienia człowieka.

Stworzyłeś nas
na wzór i podobieństwo Twoje…

 

Dlaczego tego nie szanujemy
nie pojmuję Panie!

DARY LOSU

Codziennie dostaję w darze
sekundy
minuty
godziny istnienia.

Dostaję cytrynowe wschody słońca
i pomarańczowe zachody.
dostaję dni deszczowe
i dni słoneczne.

Słyszę modlitwę poranną ptaków
czuję zapach skoszonej łąki
i kwiatów kołyszących motyle.

Dostaję też od losu babie lato
rozwieszone na krzakach głogu,
drewnianych opłotkach
i koncert wieczorny świerszczy.

Życie daje nam wiele
trzeba tylko widzieć dary losu
zabrać… przeżyć i zatrzymać.

TAKI PEJZAŻ

Słońce odsłoniło chmur zasłonę,
śnieg skrzy się opalami,
skrzypi zgarbiony przymrozek.
Chmara szarych wróbli
obsiadła drzewa w ogrodzie.

Pod błękitem nieba kołują wrony
niezmordowane w tańcu,
płyną wraz z podmuchem wiatru.
Taki pejzaż… Jak u Fałata
niedoścignionego malarza zimy.

PŁYNĄ OBŁOKI

Chwytam biały obłok
jak dziecko cukrową watę.
Obłoki zmieniają kształty i kolory,
białe są jak baranki,
szare jak mysz polna,
czarne jak węgiel i skłębione
wypowiadają błyskiem wojnę.

Płyną nad nami obłoki
jak cukrowa wata.

BAJKI OPOWIADAJ MI…

Świat marzeń sennych
zebranych w księdze serca.
Odkryjesz w nich świat inny,
pełen cudów, dziwów i duchów,
zdarzeń niosących uśmiechy
uczących wierzyć w rzeczy
niemożliwe do spełnienia.
Wystarczy dotknąć lekko
cudownej lampy Alladyna
i ulecieć na bajkowym dywanie.
Dlatego opowiadaj mi bajki
kiedy zmrok zapada senny
i cienie tańczą na ścianie.

NA MLECZNEJ DRODZE

Szukam cię mały elfie
z czarodziejską różdżką w dłoni.
Zapraszam do kielichów kwiatów
z nastaniem nocy.

Będziemy liczyć razem gwiazdy,
szukać mlecznej drogi do szczęścia
wijącej się między zodiakiem
rozwieszonym w kosmosie.

LIŚCIE

Wymarzyłam wiersz pogodny,
lecz pogubiłam żywe barwy,
a pędzel przekornie zamoczył się
w szarości mglistego wieczoru.

Kiedy znikną mgły poranne
mimo nadciągającej zimy,
napiszę złotą głoską wiersz,
lub namaluję jesienny pejzaż:

drzewa stojące na górskim zboczu
gubiące liście na wietrze,
smreki jeszcze zielone,
przytulone do ognistych buków,

brązowych grabów, złotych klonów,
nie pominę kobierca jesieni
spływającego potokiem kolorów
do głębokiego leśnego jaru.

Obiecuję!

NENUFARY

Spłynęły do brzegów tataraku
liście nenufarów
na nich żabki zielone.
W nagrzanym słońcem powietrzu
zastygły ważki przezroczyste.

Drewniany zmurszały pomost
sięga głębi jeziora ramionami
szukając w wodorostach
złotej rybki dającej szczęście
spełnienia marzeń.

SZLABAN

Na końcu drogi
spokój i cisza
spacerują pod rękę.

Na czubku brzozy
kos gwiżdże wokalizę,
drewniany szlaban
broni wstępu tym
bez dobrych uczynków.

Cisza i spokój
bezustannie czuwają
nad strefą zapomnienia.

STRUGA

Wierzby nad leśną strugą
moczą zielone listowie.
Wiatr na fujarce
wydłubanej z łoziny
gra mazurki Chopina.

Rosnące opodal czerwone kaliny
i zarośla gęste olchy omszałej
słuchają echa leśnego grania.

Żółte kaczeńce malowane słońcem
i błękitne niezabudki
wyrosły brzegiem strugi
kolorowym wieńcem
splecionym palcami wiosny.

Między ciszą i graniem
słychać jak leśne echo
niesie żab rechotanie.

Tylko wierzby wciąż płaczą
pochylone w żalu ku ziemi,
płaczą bo muszą rozpaczać,
taki ich dar od losu
i nic tego nie może zmienić.

KAMIENNA PAMIĘĆ

W maleńkich podwórkach
starych kamieniczek,
gdzie czas stanął w miejscu,
przy marmurowych stolikach
nad filiżanką czarnej kawy
pochyleni ludzie…

Mówią o swoich tęsknotach,
z ust do ust przekazują słowa
szukając zrozumienia
u chętnych słuchania zwierzeń.

Stare mury kamieniczek
wyszczerbionych wiekami
stają się konfesjonałem
powierzonych tajemnic,
przelotnych spojrzeń
i zwierzeń zapisanych w pamięci kamienia.

PŁACZ TRAW

Wieczorną rosą płaczą trawy
wśród nich samotna zaduma
stąpa bosymi stopami.
Śmieszna dla niepoważnych,
niepojęta bezmyślnym,
zawieszona w próżni doskonałej
błąka się bez celu o zmierzchu
płacząc do wtóru z trawami.

POLNA ŚCIEŻYNA

Kamienista uliczka
pnie się w górę,
potem nagle w dół spada.
Wypłoszyła ptaki i motyle
nie pozwoliła zakwitnąć kwiatom./p>

Wolę polną ścieżynę
pełną ptasich głosów
pośród traw wysokich
czesanych wiatrem
ozdobionych ostami.

Tutaj można biegać boso
z radością w sercu
i mieć nad głową rozpięty
błękitny parasol nieba
wyhaftowany obłokami.

CIEŃ SMUTKU

Kryje się pod powiekami
ciążącymi ołowiem
nad źrenicami zwężonymi
oczekiwaniem bólu
w pociemniałym spojrzeniu.
Jak burka Iranki
przesłania twarz
i widzenie świata.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!