Witamy visitor możesz log in or create an account

Tomik „Motyle o zmierzchu” podejmuje rozważania nad zmierzchem i kruchością ludzkiego życia oraz odwieczną tęsknotą człowieka za darem miłości.

DOTYK ZMIERZCHU

O zmierzchu świat gubi kolory,
dotknąć rzeczywistości może jedynie
wiara
nadzieja
i
miłość.

Wiara ożywia nadzieję…
nadzieja uskrzydla miłość,
jest życiem
nawet o zmierzchu
tutaj
i
tam
gdy nastanie światłość.

Dotyk zmierzchu przynosi spełnienie
wiary
nadziei
i
miłości.

SZAROŚĆ

Szary kotek
szarym wieczorem
snuje marzenia
o szarej myszce polnej.

Po szarości wieczornej
nadciąga szary poranek
mokry po deszczu
siąpiącym na szare parasole.

Szary kotek
szarym wieczorem
mruczy molową kołysankę
szarym cieniom na ścianach.

SŁOŃCA KONANIE

Rozdarte zachodem słońca niebo
spija jak bibuła czerwień
pękając krwistą raną
krojącą obłoki,
niebo krzyczy pożogą
nad konającym słońcem.

Uciekając z czerwonej topieli
srebrne wrzeciono samolotu
ciągnie długi biały welon
osłaniając zgon Słońca,
ustępującego nadciągającemu
szaremu zmierzchaniu.

MILCZENIE

Milczenie świata,
wszechpotężna cisza
to jedynie pozory spokoju.

Fortepian pozbawiony klawiatury
rozpacza w milczeniu strun,
jak bezzębny starzec
ściskający w dloni twardy orzech.

Człowiek snuje dawne wspomnienia
bez niepotrzebnych im słów
wracając do dni szczęśliwych.

Milczenie świata,
to tylko cisza przed burzą
ściągająca ciemne chmury
wraz ze sztormem płynącym do brzegu.

STAROŚĆ

Pod abażurem naftowej lampy
otulona koronkowym szalem
wertuje stronice albumów
przełożone zasuszonym kwieciem.
Obok filiżanka melisy,
talerzyk konfitur z malin,
srebrna łyżeczka z monogramem
i okulary w drucianej oprawie.
Jest jeszcze… mały kotek
mruczący cicho kołysankę,
wtulony w aksamit zielonej poduszki
wydzierganej przez pomarszczone dłonie.

PARASOL

Samotność otwiera parasol
nad ludzką głową
osłaniając przed kapiącym deszczem.
Litościwie koi milczenie
kanarka z dzióbkiem związanym
by nie mógł wyśpiewać
w klatce psalmu wolności.

Samotność kocha śpiew ptasi
pojmuje milczenie żółwia
kroczącego w ciężkim pancerzu,
umie współczuć zmęczonej mrówce
i rozgrzesza konika polnego
z jego niefrasobliwości młodzieńczej.

POKER

Przegrane życie boli
jak ukruszone żebro Adama,
powracająca fala znowu
uderza o brzegi lądu.

Przegrane życie boli
i stawia nam pytanie,
„czy warto było zacząć grę z losem
przy zielonym stoliku?”

DROGA DO DOMU

Żółte kręgi świateł
widoczne z ostatniego piętra
wskazują drogę do domu
pełzając jak płonące znicze.

W wygwieżdżone wieczory
łączą się w płonący naszyjnik
nanizany z topazów
na tle atramentowego nieba.

OCZEKIWANIE

Czekałam na Ciebie w marzeniach,
czekałam na jawie i we śnie,
bo w mojej wyobraźni
żyłeś o wiele wcześniej.

Śniłam uparcie o szczęściu,
takim maleńkim… ot… tycim,
cieszyłam się chwilą pogodną,
cieszyłam się samym życiem.

Chciałam wtedy jak Atlas
podnieść do góry Ziemię,
dźwignąć słabymi rękoma
i unieść ponad siebie.

Czekałam na Ciebie w skupieniu
niewielu z nas tak czeka,
bo byłam pełna ufności
i wiary w każdego człowieka.

RACHUNEK SUMIENIA

O zmierzchu
staję się wietrzna,
czysta,
krystaliczna,
niewidzialna.

O zmierzchu
zasypiają zmory,
opadam wtedy rosą
na płatki kwiatów
w ogrodzie wyobraźni.

O zmierzchu
dzień zwalnia bieg godzin
dostaję czas potrzebny
na dokonanie
rachunku sumienia.

NIC

Nie ma już nic
oprócz milczenia.
Słyszę w nim głosy ptaków,
szum wody w czerwonym imbryku
i mruczenie szarej kotki.

Kiedy czuję się pusta,
wypalona do cna,
bezbronna…
wtedy nie ma już nic
naprawdę
NIC
poza tęsknotą
i
milczeniem.

ZAĆMIENIE

Ja,
ty,
oni
i myśli moje
związane nicią babiego lata.

Zszywam nią mozolnie
potargane skrzydła ćmy.

Życie często sprawia ból
lepiej więc spłonąć jak ćma
w urokliwym zaćmieniu światłem,
jeśli nie wolno być motylem.

PRZYJACIEL CIEŃ

Zapalam lampę czuwania
cień staje przy ścianie
na baczność… czeka…
pozwalam mu spocząć,
kiedy usiądę
kładzie się obok mnie
i usypia beztrosko.

Czemu nie mogę stać się
ulotnym cieniem?

TAJEMNICA

Smutny czas odlotu
dusz bratnich,
zostają jedynie wspomnienia
w różańcu godzin jesiennych
nanizanych na nici pajęczej.
Pęka nagle w drżących dłoniach,
spadają paciorki w nicość…
Już nie zdołamy wspólnie wyszeptać
bolesnych tajemnic różańcowych
naszego istnienia.

ŻAL

Żal mi księżyca lunatyka,
marzeń o nieziszczonym,
żal gwiezdnych konstelacji
podwieszonych niebu.

Żal muzyki Chopina,
żal kwiatów, drzew,
traw wybujałych
i ostów fioletowych.

Żal zachodu słońca,
szczęścia przemijania
i śpiewanego w kościele
Ave Maryja.

U KRESU

Zmęczona jestem czekaniem
na samospełnienie.
Zmęczona jestem pragnieniem
i głodem szczęścia.

Zmęczona jestem czuwaniem
w noce bezsenne.
Zmęczona jestem myślą,
mową i milczeniem.

Bezradny okruch kosmosu
rzucony w nurt istnienia,
zmęczona jestem i smutna,
bo pozbawiona złudzenia.

PAMIĘTAM

Kraków mego dzieciństwa
pachniał obwarzankiem
posypanym makiem
i wodą sodową z maliną.

Na Rynku Starego Miasta
w zaczarowanej dorożce
spał na wysokim koźle
woźnica w czarnym meloniku.

Echo kroków przechodniów
budziło kocie łby Rynku
razem z hejnałem
mariackim.

Na plantach wiosną kwitły kasztany
wraz z uśmiechami skierowanymi
ku zielonym ławeczkom z parami
zapatrzonymi w miłość bez granic.

Teraz próżno szukam wspomnień
lat minionych w „Zielonym Baloniku”.
Tam czas stanął w miejscu
zatrzymany jedynie sepią fotografii.

ECCE HOMO

Umęczona głowa
w cierniowej koronie
opadła na ramię,
dokonała się męka odkupienia
tych co zgrzeszyli.

Zadrżała ziemia w posadach,
szary pył uniósł się w niebo
jak nagrobny całun.

Ecce homo!
wydany na pastwę gawiedzi
lękającej się dobrej nowiny.

Ecce homo!
w miłości bezgranicznej
zawisł na krzyżu
za odpuszczenie grzechów winowajcom…

Wtedy…
teraz…

do końca świata.

ŁATWOPALNE

W świetle lampy krążą ćmy
uwiedzione błyskiem
niepomne upadku Ikara
stają się łatwopalne
zanim tarczę Księżyca
zasłonią ciemne obłoki
i pianie kura obwieści dzień…
lecz już dla motyli.

MOTYLE WE WŁOSACH

Biegnę z wiatrem przed siebie
z motylami wplątanymi we włosy
i czerwoną biedronką
na serdecznym palcu.

Omijam polne rumianki
w trawie rozsypane
i trzmiela rozdającego pocałunki
kielichom kwiatów.

Wiosenna symfonia radości
wybrzmiewa na pięciolinii
utkanej z nici pajęczej
rozsnutej palcami nostalgii.

PRAGNIENIE

Żółty jęzor piaszczystej plaży
zatopionej w słońcu
sięga łapczywie morskiej toni.
Przy kamienistym brzegu
przyszpilone kolorowe wrzeciona
rybackich łodzi
kołysze leniwie fala.
Powraca po zachodzie
wyrzucając algi brunatne
na spragniony wody piasek.

ZAMIAST

Suchy szelest kart książki,
cisza… ziewnięcie,
niewidzące spojrzenie
rzucone niebytowi,
banalne chwile do wschodu
do zachodu Słońca
znikające w klepsydrze czasu…
A może spróbować z ziarn piasku
zbudować zamek wyniosły
i ofiarować światu bal
pelen szelestu sukien, dźwięków muzyki
i spojrzeń rozmarzonych.

SMAK ŻYCIA

Życie to smak
zapachów…
kolorów…
dźwięków...

Kolory mają smak wyjątkowy…

Czerwień – krwi
zieleń – mięty
biel – mleka
fiolet – borówki leśnej
czerń – polnej ożyny.

Słyszymy melodię dzwonków konwalii,
mormorando trzmiela
spitego nektarem czeremchy
i głos zazuli liczącej lata.

Nie smakując życia do dna
w jego pełnej palecie doznań
staniemy się tylko fantomami.

MALWY

Oparte o drewniany płotek
okalający dom,
kolorowe plotkarki –
malwy
wyczekują przechodnia.

Od świtu kokietują sloneczniki
stojące opodal w bojowym szyku
z tarczami skierowanymi ku słońcu.

O zachodzie dnia
zwrócą swoje spojrzenia
na zalotne malwy
i nawiążą z nimi rozmowę.

OSAMOTNIENIE

Czym jest samotność
pośród tłumu ludzi?
Wyzwaniem losu,
ucieczką przed niespełnieniem?

Samotność dźwiga smutek
wracający pod dach domu
jak przemoczony wróbel
szukający schronienia.

Samotność z wyboru,
lub od losu dana
nie są przyjazne sercu
gdy zbyt długo trwają.

Samotność jak dno oceanu
wciąga nas w otchłań ciemną
układając jak wraki
zatopione w morzu.

ZEGAR

Serce stanęło nagle
jak zepsuty zegar.

Zegarmistrz świata purpurowy
wywiesił napis „zamknięte”.

Jak więc przywołać
brzmienie kurantów
kiedy świat zasłuchał się
w brzęku mamony
zastępując bicie serca
brzękiem judaszowych srebrników.

LATO

Łąka porosła wybujałą trawą
splamiona maków czerwienią,
fioletem wyrosłych ostów,
i bielą polnych rumianków.

Kłosy traw czesane wiatrem
falują kolorami lata,
kępy dzikich malin i jeżyn
zbiły się w gęstwinę,
nad czterolistną koniczyną
dającą okruch szczęścia
temu
kto

odnajdzie
i zachowa.

MODLITWA ĆMY

Pokornie proszę Cię Panie
bym chociaż przez krótką chwilę,
przed wiecznym zaśnięciem,
stała się barwnym motylem
wirującym na smudze tęczy,
a potem opadła z wolna
na kolorowe bratki,
rumianki i lawendę,
i omotana wiatrem
mogła zasnąć szczęśliwa
wsparta o aksamitne ich płatki.

Amen

OBJAWIENIE

Jesteś w kroplach deszczu
na szybach okiennych,
w tańczących ścieżynkach
płaczu jesiennego wiatru,
leniwym kroku żółwia,
locie motylim,
kolcach jeża
i szarości myszki polnej.

Postrzegam Cię w poświacie księżyca
o twarzy smutnego anioła.

Jesteś na wyciągnięcie dłoni…
blisko, coraz bliżej,
to znów bardzo daleko.

Im mocniej odczuwam
wszechobecność Twoją
gotowa jestem zasnąć
otulona ofiarowanym mi
zmartwychwstaniem.

RÓŻA I SŁOWIK

Mieczyki ustawione w szeregu
białe, żółte, czerwone
przyszły do róży w ogrodzie
prosić o rękę.

Spłoniona rzekła…
Czerowne krwawią,
żółte zżera zazdrość,
białe zbyt anemiczne
są śliczne…
lecz jestem tutaj królową…
odmawiam więc swej ręki.

Stara sowa z dziupli
zahukała złowieszczo:
pamiętam z lat dawnych
i czytanych bajek,
najlepszy mąż dla róży – słowik
bo wieczorem miłosne śpiewa nutki.

Mieczyki omdlały pochylając głowy,
a w blasku Selene wspaniałej
szary śpiewak w ukryciu
wyśpiewał róży serce.

Nadeszła jesień – zżółkły liście,
opadły płatki kwiatów
i odleciał słowik do ciepłego kraju,
a róża zapłakała z deszczem.

Czy wiosną powróci zakochany słowik
i róża purpurą zapłoni się jeszcze?

PRZEBACZAM

Przebaczam życiu
wymazując z pamięci
chwile kradnące marzenia,
uspokajam niepokorne serce.

Przebaczam życiu
obmywając zmęczone stopy
wodą źródlaną,
chłodną i krystaliczną.

Przebaczam życiu
czując się znowu lekka
jak pierzasty dmuchaniec,
szczęśliwa i wyzwolona.

RÓŻANIEC ZMIERZCHU

Zmierzch nawleka z wolna
na nici pajęczej
różaniec z kolorowych motyli
na przemian z zamszową ćmą
przetykany paciorkami
rosy wieczornej.
Możemy już odmawiać w skupieniu
bolesne tajemnice życia ćmy
marzącej by stać się motylem.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!