Witamy visitor możesz log in or create an account

Tomik wierszy „Witraże” mówi, że „poezja to witrażowy kalejdoskop życia”, bez którego codzienne życie byłoby smutne i pozbawione kolorów.

WITRAŻE

Spójrz pod słońce
w rozrzucone szkiełka
kalejdoskopu życia.
Kolorowa składanka
nieoczekiwanych obrazów
dni pełnych słońca
i tych, kiedy deszcz,
o szklane szyby dzwoni,
a wiatr otulony starą kapotą
zawodzi żałośnie za oknem.
Gra kolorowych szkiełek,
zmieniających się kształtów
i kompozycji
przywodzi na myśl
kościelne witraże
migocące tęczowymi barwami
w strzelistych oknach
Świątyni Pańskiej.

MATCZYNA MIŁOŚĆ

Matczyna miłość chadza w kolorze
purpury królewskiej.
Zaczyna się krzykiem
rodzącego życia,
czuwa ranki,
wieczory,
dni
i lata całe,
kiedy czarne cienie
kładą się na ścianach.
Oddala smutek i zwątpienie,
ociera łzy rozpaczy,
uczy ufności i wiary.
Matczyna miłość
broni przed upadkiem
tarczą rąk splecionych
w uścisku miłości.
Nigdy nie umiera,
a nawet gdy zbłądzi
jest równie piękna
bo…
nie oczekuje zapłaty.

KOŁYSKA

W kołysce Twoich ramion
miałam znów osiemnaście lat,
wróciła wiara w życie,
spokój i barwy świata.

Ręce puste dotychczas,
tęskniły za mną zbyt długo,
zachłannie pochwyciły
zatrzymując w uścisku.

W kołysce Twoich ramion
miałam znów osiemnaście lat,
znalazłam ukojenie
i
wyspę szczęśliwą.

MARATON

Przeżyć chociaż chwilę,
wyśnić życie do kresu,
lata nie grają roli
w maratonie godzin.

Zanim staniesz na mecie
swoich doznań i złudzeń,
musisz przebiec
szmat drogi
na zmęczonych stopach.

Nie wyzbywaj się marzeń
balsamu na rany
zadane przez czas
i ludzi biegnących
po tartanie życia.

MÓJ CZAS

Zgubiłam czas na życie
w potoku szarych godzin.
Czarne wskazówki zegara
zagoniono na śmierć.
Nie zauważyłam zgonu…
odszedł pokorny,
cicho, bez szemrania.
Czas przeznaczony na życie
stanął
i znikł jak mara,
wsparty na kulach wskazówek,
biedny,
kaleki
mój czas.

PRAWDA

W samotności jestem prawdą
sama w sobie
wbrew konwenansom
skłębionego tłumu,
w którego pułapkę
rzuciło mnie życie.

W samotności jestem prawdą,
niekłamanym bytem
między snem o miłości
i nadzieją na szczęście.
W samotności jestem prawdą
sama w sobie.

ZŁOTA LINIA

Absolut samotności,
czysty jak kryształ,
myśli i marzenia
kiwają w próżni główkami
na szyjach bez obręczy
podtrzymujących życie.

Po tamtej stronie witraża,
za złotą linią przeznaczenia,
podasz mi dłoń
czekającą od lat,
pomagając przeniknąć
do absolutu szczęścia.

TAJEMNICE

Drobne tajemnice,
perełki różańca
szarych godzin
przesuwane palcami.
Dobrze, że isnieją
i można wracać do nich
myślą,
jak do promienia słońca
sztyletującego
ołowianą chmurę beznadziei.

PYTANIE

Milczenie
obok
milczenia
rozdarte
słowem zdawkowym…
serce
stanęło
zmęczone biegiem do mety…
Czy warto było?

TANIEC CHOCHOLI

Zimą w chocholim tańcu
tańczą dni i godziny
nasłuchując brzmienia
rogu złocistego.

Złoty róg zaginął…
zniknął bezpowrotnie
i w tańcu chochołom
już nic nie przeszkadza.

Kręcą się bez pamięci
w rytmie monotonnym
i nic ich nie może
oderwać od siebie.

Zimą w chocholim tańcu
splecione w uścisku
wiruje życie ludzkie
w sennym osłupieniu.

SCENARIUSZ

Największy trefniś
życie
pisze autobiografię
ludzi i świata,
maluje
autoportrety i pejzaże
zawieszane w galeriach,
pod którymi podpisy
ludzkich mrówek
mają krzyczeć o ich autorstwie.
Życie żartuje
z pychy człowieczej
i pisze własny
scenariusz.

WYŚNIONY BAL

Przychodzi czas
kiedy przeszłość
staje się nieważna
i pęka we mnie
jak krucha porcelana
ze starej serwantki.
Odwrócić się od niej
i przejść szybko
w złoty krąg zapomnienia.

A kiedy na drutach utkam
z poświaty księżyca
srebrną suknię balową,
na tę właśnie chwilę,
nadejdzie noc - staruszka
i balu już nie będzie
ani witraży misternych
z serpentyn wirujących
w ostatnim walcu.

TEATR

Wiszą na kołku drewnianym
wzloty,
upadki
i marzenia,
jak kukiełki bez animatora.
Opuszczone główki
i bezradne rączki
nie ruszają się już
na estradzie życia.
Wygaszono scenę,
opadła kurtyna
i nie ma oklasków
chociaż koniec
sztuki.

BLUSZCZ

Oplotłeś mnie jak bluszcz,
giętkimi mackami
porwałeś na własność
w wieczyste posiadanie.

Zielonym uściskiem zdusiłeś
myśli i marzenia,
nakryłeś plątaniną
zielonych gałązek.

Odebrałeś wzloty,
upadki i oczekiwania,
zabijając mimowoli
ostoję własnego istnienia.

MÓJ OGRÓD

Kalejdoskop kolorów,
białe świece kasztanów,
fioletowe kiście bzów,
sosny o ostrych igłach,
kępki barwnych kwiatów
pomiędzy rozsianym dmuchawcem.

Cisza… spokój…
echo dalekich kroków
przechadza się aleją.

Ktoś szuka samotności,
ucieka od pośpiechu,
tłumu i jego gwaru.
Ucieka zmęczony
do ciszy,
kolorów
i
mgły zapomnienia.

SAMOTNY IRYS

Zakwitłeś witrażowy,
przeźroczysty,
liliowy.
Nieśmiało podniosłeś głowę
rozchylając płatki motyla.

Pieszczony dotykiem słońca
oczekiwałeś innych motyli
o pergaminowych skrzydłach
naznaczonych żyłkami.

Liliowym uśmiechem
przywitałeś słońce
wyczytując czas swego życia
z papilarnych linii
nakreślonych na płatkach.

KACZEŃCE

Brzegiem wijącej się strugi
przysiadły przy kamieniach
słoneczne kaczeńce
susząc swoje bukiety,
jak kwiaciarki
na Krakowskim Rynku.
Rozsypana drobna niezabudka
patrzy modrym okiem
na pliszkę moczącą dziubek
w wodzie strumyka.
Złote kwiaty
w lustrzanym odbiciu wody
drgają w słońcu
jak naszyjnik z topazów.

WYPALONE POLA

Siny dym
z wypalanych pól,
miedz
i
łanów zbóż
pełnych niegdyś żółtych kłosów,
snuje się bezradnie
w jesiennej rozpaczy.
Wypalona ziemia,
sczerniała w gniewie,
płacze
pełna tęsknoty
za kwiatami,
bujnym ostem
i wysoką trawą.
Płacze jak serce
wypalone miłością,
za którą nie dano mu
nic w zamian.

PRZYMROZEK

Szary horyzont
splątany siecią gałązek
nagich drzew
przykrytych wronim gniazdem.
Świecąca latarnia
przypomina twarz księżyca
wiszącego nad ziemią.
Pejzaż zimowego świtu
przeciąga się leniwie
otwierając ociężałe powieki
z rzęsami
pierwszego przymrozku.

AKWARELA

Akwarelę zimową
malowaną pędzlem
umoczonym w nostalgii
za barwami wiosny,
pokryły białe śniegi.

Przywarowały do ziemi
oczekując słońca.

Ołowiane chmurami niebo
ciąży jak pancerz
w turniejowym starciu.

Biel i szarość
splatają się razem
w siwy warkocz zimy
rozczesywany
grzebieniem wiatru.

VALÇE BRILLANTE

Wirują białe śnieżynki,
panienki zimowe,
lekko w rytmie walca
kryształowego
skomponowanego przez zimę.
Oszronione sukienki
błyszczą jak gwiazdki.
Unoszą się w górę
trzymając za ręce
w tanecznym korowodzie,
byle nie dotknąć ziemi
i nie skamienieć.

INNY ŚWIAT

Tam, gdzie nie sięgają
chciwe ręce innych
rozkwita piękny świat,
świat lawendowej nostalgii.
Myśli w nim lotne
jak barwne motyle
uciekające z witraży okiennych

Tam, gdzie nie sięgają
chciwe ręce innych
rośnie ogród spokoju,
ciszy i wytchnienia.

Tam, gdzie nie sięgają
chciwe ręce innych
nie przyszpila się motyli
i nie zabiera życia kwiatom.

WYROZUMIAŁOŚĆ

Stroi się w błękit,
dłonie jej pełne przebaczenia.
Nie unosi się nigdy gniewem
i nie szuka poklasku
gawiedzi.
Jest ciepła i łagodna
jak letni podmuch wiatru,
a czasem…
wygrywa na flecie pasaże
zezwalając zadumie jesiennej
na rachunek sumienia.

NIEŚMIAŁOŚĆ

Szuka fiołków w trawie,
błękitnych niezapominajek
i stokrotek strzępiastych.
Skrywa twarz w cieniu,
unika tłumów na peronie życia
i blasku jupiterów.
Krucha jak chińska porcelana,
przeźroczysta jak kryształ.
Kiedy spojrzysz na nią
mieni się kolorami tęczy
w niepowtarzalnym
molowym akordzie
pastelowych odcieni.

PĘTLA

Na ostatnim przystanku
nie ma już nikogo,
możesz wybiec z tramwaju
oklejonego krzykiem reklam,
lub pozostać w nim
i wrócić do dawnego świata,
którego języka
nigdy nie zrozumiesz.
Krzyczą w nim barwne plakaty
oferując namiastkę bogactw,
balastu ostatniej podróży.
A przecież możesz tam zabrać
jedynie…
śpiew ptaków,
lazur nieba,
zapach kwiatów,
szum wiatru,
krople deszczu
i dźwięki koncertu świerszcza.
Czy warto zawracać?

TRZY KOLORY

Wiara…
okrywa się bielą konwalii,
kwitnącej czeremchy,
stokrotki i narcyza,
bywa też białą różą.

Nadzieja…
kocha seledyn wiosny,
zieleń pąków na drzewach
pękających nieśmiało
i sitowia na brzegu jeziora.

Miłość…
stroi się w czerwień piwonii,
kolor musującego wina
w kryształowym kielichu,
lub purpurę serca.

Wiara,
Nadzieja,
Miłość…

trzy kolory
i trzy chwile
człowieczego istnienia.

WSZYSTKO PRZEMIJA

Czemu nie można
zatrzymać biegu życia,
lub sprawić by biegło
coraz wolniej?

Czemu nie można
trwać wieczność,
chociaż jak kamień
na przestrzeni czasu?

Kamień urąga człowiekowi,
śmieje się z jego kruchości,
bo nikt nie posiadł życia
na wieczność.

PORY ROKU

Zimowe witraże
jawią się białym aksamitem
haftowanym na szkle
kordonkiem mrozu.

Wiosenne – eteryczne,
błyszczą seledynem traw,
rozsianym kwieciem
zroszonym poranną mgłą.

Letnie witraże
pełne barwy słońca
porywają do lotu motyla
wykłutego z poczwarki.

Jesień – genialna witrażystka
układa mozolnie z liści
niepowtarzalną mozaikę
zszytą babim latem.

JESIENNE WITRAŻE

W kalejdoskopie jesiennym
opadłe witraże szeleszczą smutkiem,
pachnąc zgaszoną świecą.

Złoto,
żółć,
brąz
z purpurą pod rękę
odchodzą w zapomnienie
razem z lawendową melancholią.

Wyrudziały modrzew
wyjmuje z warkoczy ongiś zielonych
połamane szpilki.

W kalejdoskopie jesiennym
zgarbiona dusza człowiecza
szuka ocalenia barw
przed mrozem zapomienia.

WSTECZ

Wertuję wspomnienia
jak przeźrocza,
przyglądam się pod światło
ludziom i rzeczom.
W kolorowym kalejdoskopie życia
znajduję potwierdzenie
istnienia.
Wyblakłe wspomnienia
wracają do mnie jak echo,
rozczulają,
smucą,
przypominają nieobecnych,
po których została tylko
pamięć.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!