Witamy visitor możesz log in or create an account
Tekst jest zapisem cyklicznych spotkań poszukujących spełnienia kobiet. To swobodne rozmowy przy kawie, rozważania dotyczące obserwacji życia, relacji, skarbów na dnie serca i duszy.

B.: Ale przecież zawsze mamy wybór. Możemy rzeczywiście odrzucić cały ten chłam, bo inaczej nie da się nazwać tej pseudotwórczości i wybrać tą własną drogę. Skoro zaledwie ziarenkiem piasku są informacje zamieszczane w mediach, to mamy do odkrycia naprawdę ogromny i wspaniały świat. I mamy na nim masę rzeczy do zrobienia. Ogrom możliwości działania. Szkoda zajmować się destrukcją, szkoda dalej tracić czas. Trzeba ruszać i budować, a przede wszystkim pokazywać piękno tego świata. Mam od wielu lat taki notes, w którym spisywałam wszystkie moje pomysły i marzenia. Chyba wrócę do niego, przyjrzę się uważnie zapisanym w nim słowom i zacznę wreszcie działać. Może ja też mam coś ważnego do wykonania w moim życiu?

M.: Świadomość, że mogę tak wiele, że wystarczy ruszyć tyłek, że wystarczy spróbować, nieco mnie onieśmiela. Nie nieco! Bardzo mnie onieśmiela! Przyzwyczaiłam się już przecież do mojej skorupki, a jeśli z niej wyjdę, to odkryję moją istotę. Wystawię się na ostrzał, na czyjeś opinie, na czyjąś krytykę. A z moim przekonaniem, że zawsze jak chcę coś zrobić, zaczynają natychmiast pojawiać się problemy i przeszkody i że na pewno mi się nie uda – musi mi się nie udać.

E.: Mówisz – masz! Nic tak dobrze nie podcina skrzydeł, jak nasze wewnętrzne przekonania. Wiem też jednak, że nie tylko nasze przekonania mają wpływ na to, czy się poddajemy po pojawieniu się pierwszej czy drugiej przeszkody. Kiedy o czymś bardzo marzysz, kiedy wiesz co chcesz zrealizować, kiedy widzisz to wszystko wyraźnie oczami swojej wyobraźni, zaczynasz uruchamiać potężną energię, która sprawia, że cały wszechświat zaczyna cię wspierać w osiągnięciu tego celu. Podsuwa ci nagle jakąś informację, np. w postaci zdania wypowiedzianego przez kogoś w autobusie, jakiegoś tekstu przeczytanego w prasie, nagle pojawiającego się obrazu, na którym widzisz jakiś ważny dla ciebie szczegół czy w postaci „przypadkowego” spotkania ze starym znajomym lub poznania kogoś zupełnie nowego. Jednak równocześnie, ta sama energia sprawdza cię, na ile jesteś pewna tego, czego chcesz, ile jest w tobie siły i determinacji, czy to twoja pasja, czy tylko twój kaprys. I podsuwa ci swój „teścik”, przeszkodę, jakiś problem, który odsuwa cię pozornie od realizacji twojego planu, np. jakąś grypkę, która rozkłada cię na jakiś czas. Być może po tym czasie twoje zainteresowania pójdą w inną stronę. Może to być jakiś ważny wyjazd, zabierający twój czas i zmieniający perspektywę. Może to być osoba, przez działanie której cierpisz, czasem bardzo bliska, czasem zupełnie ci nieznana. I jeśli wtedy, potłuczona, poobijana psychicznie , zawiedziona, rozczarowana i nieco otumaniona wstaniesz, otrzepiesz się, uniesiesz wysoko głowę, potem otworzysz swój notes i sprawdzisz, jakie działanie zaplanowałaś jako następne w drodze do realizacji marzenia i zaczniesz działać, otrzymasz wielkiego kopa do przodu. Wielki prezent od energii wszechświata, który wynagrodzi ci z nawiązką gorycz „testu”. I nagle na twojej drodze pojawią się nowe pomysły, nowe okoliczności, nowi ludzie, dzięki którym realizacja twojego marzenia zacznie się przybliżać w niesamowitym tempie. Musisz tylko być uważna, bo na twojej drodze będzie jeszcze nie jeden „teścik”, ale ty już będziesz wiedziała, co z nim zrobić.

M.: To prawda, czasem zbyt szybko się poddajemy. Nie pozwalamy energii dobrze się rozpędzić. Chyba osiągnęłam w tym mistrzostwo. Jednak nie pociesza mnie fakt, że jestem w czymś dobra, bo nie o takie mistrzostwo mi chodziło. Jak w takim razie nie oblać testu? Jak odrobić „zadanie domowe”, które otrzymałam? Czy są może jakieś skuteczne sprawdzone metody na poradzenie sobie, …ze sobą? Może jakaś instrukcja obsługi?

E.: W naszych zmaganiach z codziennością, zarówno w życiu zawodowym ale i w naszym życiu prywatnym stykamy się na każdym kroku z jakimiś instrukcjami, przepisami, zasadami stworzonymi dla nas przez ludzi pozornie takich samych jak my. Jedni instruują nas jak założyć firmę, ktoś inny wrzuca nam całą masę odpowiednich przepisów i ustaw, których musimy przestrzegać, pralka i samochód domagają się, by taktować je zgodnie z załączoną instrukcją… Nawet otrzymujemy instrukcje co zrobić, by być lepszym, lepiej się ubierać, tzn. stosownie do jakichś przyjętych w danych kręgach czy sytuacjach norm. I znowu normy. Wszystko, cokolwiek w swoim życiu robimy, co kupujemy lub co tworzymy jest obwarowane jakimiś ramami. Gdzie tu jest miejsce na bycie sobą? Gdzie jest miejsce na kreatywność w tworzeniu świata wokół siebie? Gdzie jest nasza wolność? Gdzie jest nasz wybór? Już nawet nie możemy sami decydować o sobie, o naszych dzieciach. O ile jeszcze instrukcje użytkowania przedmiotów, wszelkiego rodzaju urządzeń jak najbardziej powinny mieć zastosowanie, choćby ze względu na zastosowane w nich zaawansowane technologie, o tyle fakt że np. założę na spotkanie biznesowe garsonkę w innym kolorze niż sugerują normy, nie powinno mieć żadnego wpływu na przebieg tego spotkania, a już w żadnym razie na ocenianie przez kogoś na podstawie mojego ubioru czy jestem osobą prawdziwie kompetentną. Mam wrażenie, że o moim wizerunku świadczy nie to czy jestem osobą posiadającą odpowiednią wiedzę i zdolności ale to czy mieszczę się w normach kanonów wizerunkowych. Nie chcę mieścić się w żadnych normach, nie chcę pasować do czyichś szablonów, nie daję nikomu przyzwolenia na jakiekolwiek szufladkowanie mnie.

M.: Wszystkie instrukcje, ustawy, zasady czy normy, powstawały dlatego, że ktoś, gdzieś, kiedyś usiadł i postanowił być prekursorem czegoś i dobrze na tym zarobić. Pomyślał np.: „Napiszę serię artykułów, w których nakreślę rewolucyjną wizję, określającą jakiś schemat postępowań i odniosę to do jakichś cech osobowych. Ktoś zacznie to komentować, jakiś naukowiec odniesie się do tego i to uzupełni o nowe „naukowe” fakty i tak powstanie nowy wzorzec. A ja będę nazywany autorem, prekursorem. Będę pisał kolejne publikacje, jeździł na odpowiednie konferencje i świetnie na tym zarobię.” Ktoś inny pomyślał: „Doprowadzę do stworzenia i wprowadzenia ustawy, która będzie obligowała jakąś dużą grupę społeczną do używania pewnych urządzeń, usług, które mogę później produkować lub sprzedawać i dobrze na tym zarobię.” Inny kreatywny myśliciel postanowił zebrać np. zasady postępowania w jakiejś konkretnej sytuacji, dopisać do nich „brakujące”, czyli własne i tak oto mamy nowe…

E.: I to wcale nie jest tak, że ci wszyscy „kreatywni myśliciele” wyszli naprzeciw naszym potrzebom, że dali nam coś, czego nam brakowało, o co prosiliśmy. Nie, oni tylko zrobili to, na czym mogli dobrze zarobić. W ten sposób powstała większość ustaw, zasad, reguł, praw, kanonów, aksjomatów… Długo można by wymieniać. W ten sposób zaczęło rosnąć nasze zapotrzebowanie na kolejne szkolenia, kursy, produkty, usługi… by ktoś mógł na tym dobrze zarabiać. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby działania te były powodowane prawdziwą troską o drugiego człowieka, prawdziwą chęcią pomocy i prawdziwą potrzebą ułatwiania innym życia. Gdyby przez te działania przejawiała się prawdziwa szczerość intencji. Niech wtedy ich autorzy świetnie zarabiają ale niech będą to uczciwie zarobione pieniądze.

M.: Nie przeczę, istnieje całe mnóstwo bardzo potrzebnych przepisów, ale zdecydowana większość powoduje wyłącznie coraz większy mętlik w naszych głowach, coraz większy stres związany z nieznajomością stosownych przepisów, bo nie ma szansy, by ktokolwiek był w stanie poznać je wszystkie, pamiętać o nich i się do nich stosować. Powszechny tekst „nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania” jest kolejnym absurdem. Przecież nawet urzędnicy, którzy powinni mieć przepisy w przysłowiowym „małym palcu”, przeważnie mają problem z interpretacją tych przepisów, w których często jeden zaprzecza drugiemu.