Witamy visitor możesz log in or create an account
Tekst jest zapisem cyklicznych spotkań poszukujących spełnienia kobiet. To swobodne rozmowy przy kawie, rozważania dotyczące obserwacji życia, relacji, skarbów na dnie serca i duszy.

B.: Jak odnaleźć cel, czy też może sens naszego życia? Po co tu przyszłyśmy? Kim jesteśmy?

M.: Myślę, że nie istnieje coś takiego jak życiowy cel. Myślę, że jest to jedynie narzucane nam przez media ciągłe poszukiwanie czegoś, rzekomo bardzo dla nas ważnego, by odsunąć od siebie prawdziwy głos prawdy w nas, byśmy ciągle byli zajęci poszukiwaniem tego czegoś... Dlaczego powszechnie uważa się, że tylko życie z jakimś celem ma prawdziwy sens? Dlaczego prawdziwe nie może być po prostu życie, bycie tu i teraz, czerpanie radości z każdej chwili, przyjmowanie tego, co jest nam codziennie dawane przez świat, innych ludzi, wydarzenia?

E.: To ciekawe, co mówisz! Przecież cele to np. piękny dom, najnowszy samochód, albo nawet wcale nie najnowszy, po prostu jakiś samochód, zdobycie pracy, sukces na olimpiadzie. Mam wrażenie, że nasze cele to po prostu nasze marzenia i właśnie z nimi identyfikujemy cel życiowy. A może po prostu tzw. cel życiowy to bycie dobrym człowiekiem, dawanie innym radości, pomaganie w zauważaniu piękna, zauważenie drugiego człowieka, doskonałości stworzenia, melodii świata. Może to czas na chłonięcie widoku wschodzącego słońca, rozkwitu kwiatów wiosną, skakanie w kałuży wody w deszczu, wdzięczność za tą chwilę.

B.: Bo przecież ta chwila jest niepowtarzalna, jest świętowaniem życia. Przecież w tej chwili dzieją się naprawdę ważne rzeczy, łączymy się z prawdą w sobie, mówimy głosem naszej duszy, odczuwamy bliskość ze sobą nawzajem. To właśnie teraz mamy czas na siebie, to teraz odkrywamy kim jesteśmy w tej chwili. Ważne dzieje się teraz, tutaj i teraz. Jednak zaraz każda z nas ruszy do swoich zajęć i pewnie zapomnimy o naszym wewnętrznym głosie. Damy się wciągnąć w jakiś wir wydarzeń i podążymy za nimi.

M.: Tak wcale nie musi być. Możemy przecież wybierać, mamy wolną wolę. Nawet odkurzać można świadomie, będąc zakotwiczonym w procesie życia, odczuwając wdzięczność za to, że mamy co odkurzać, że w odkurzanej przez nas komodzie mamy rzeczy, których potrzebujemy. Możemy w tym czasie zauważyć, że mamy czym dzielić się z innymi. Ale możemy też świadomie włożyć w tą pracę własną medytację, wykonać to z sercem i świadomością. Każdy czas jest dobry, by żyć świadomie.

B.: No dobrze, ale przecież moim celem może być na przykład pomaganie innym. Nie ma on cech materialnych, nie jest też promowaniem siebie, dążeniem do bycia lepszym, najlepszym. Czy nie jest to cel życiowy?

E.: Celem jest przedsięwzięcie, dokonanie. Dla mnie to, co ty uważasz za cel jest drogą. Pomagam, bo idę za własnym głosem, bo to jest moją naturą. Nie nazywam tego celem. Możesz powiedzieć: „osiągnęłam swój cel, dzięki moim działaniom ta osoba ma środki na zakup specjalistycznego wózka", ale to nadal tylko, albo aż, wynik Twoich działań, Twojej drogi. Przecież pomogłaś w ten sposób kilku innym ludziom. Osiągnęłaś zatem więcej celów? Nie, robisz swoje, podążasz dobrą ścieżką. Nie kolekcjonuj „sukcesów", one są zapisywane w Twojej księdze życia. Idź dalej, nie podsumowuj.

B.: Skoro każdy podąża w życiu swoją drogą, to dlaczego ta droga raz jest dobra, innym razem zła? Dlaczego nie wszyscy idą tą dobrą drogą, nie idą za głosem serca, nie starają się żyć dobrze?

E.: Fajnie by było, gdybyśmy wszyscy zaprogramowani byli tylko na dobro. Wyobraźcie sobie dziewczyny… taki fajny świat, wszyscy chodzą uśmiechnięci, wszystkim dobrze się wiedzie, wszyscy są dla siebie życzliwi, uczciwi. No normalnie – bajka. Pewnie jeszcze słońce w tym wyidealizowanym świecie nieprzerwanie się uśmiecha, świecąc w okienka naszych domków, bo przecież na pewno wszyscy mamy piękne domki. Ahh… I pewnie ta wizja idealnego świata i idealnego człowieka jest całkiem realna, tylko my w naszym procesie ewolucji jeszcze nie dorośliśmy do tego poziomu. Bo poziom zachowań niektórych ludzi potrafi naprawdę powalić, nawet największego optymistę. Póki co jesteśmy tutaj żeby się  uczyć i rozwijać, a trudności i trudni ludzie na naszej drodze to nasze lekcje do odrobienia i nasi nauczyciele. I choć czasem jest cholernie ciężko i mamy naprawdę dość, to jednak zawsze, o ile jesteśmy otwarci, z tych ciężkich doświadczeń wyrastamy nowi, silniejsi, mądrzejsi. Dzięki trudnym doświadczeniom poznajemy nasze możliwości, często też poznajemy dobro i wsparcie w innych ludziach. Rodzą się nowe przyjaźnie, nowe wspólne działania, pomysły…

M.: Dlaczego mam wrażenie, że wokół jest tego dobra coraz mniej, że coraz mniej jest życzliwych ludzi a coraz więcej nieuczciwości, fałszu, zła. Czyżby jednak proces naszej ewolucji zmierzał w złym kierunku?

B.: Ciągle słyszymy o ludzkich tragediach, znęcaniu się nad dziećmi, zabijaniu, o wojnach, konfliktach, podsłuchach. Dookoła ponure twarze, powszechna znieczulica, pełno oszustw, kradzieży. Chyba to nie jest kierunek na twoją bajkę.

E.: Po pierwsze. Jak rozróżnisz dobro, skoro nie ma zła. Jak możesz być pomocny, skoro nikt tej pomocy nie potrzebuje. Jak możesz wzrastać, skoro nie musisz się starać, masz wszystko. Po drugie. Każdy, kto żyje światem mediów może mieć wszelkie podstawy, by uważać, że ludzie są wyłącznie źli i że świat jest wyłącznie zły i dzieją się na nim wyłącznie złe rzeczy. Media karmią się sensacją, im większa, tym więcej na niej zarabiają, stąd ich zainteresowanie taką tematyką i publikowanie takich tematów. Jeżeli jednak zaprzestaniesz czytać wszelkie wiadomości umieszczone w prasie i w portalach internetowych, jeżeli wyjdziesz do ludzi, spotkasz się z naturą, poznasz prawdę. Prawda dzieje się wokół nas, nie w mediach. Nic nie jest wyłącznie czarne lub białe. Świat ma tysiące barw …albo i więcej. Informacje umieszczone w mediach, to zaledwie ułamek promila opisu świata. To ziarenko piasku. Nic nie znaczy.

M.: Media to przecież nie tylko wiadomości, to także kino. Wizje twórców kina. I tu też rządzą obrazy przemocy, bo to zwiększa oglądalność. Powstaje zatem pytanie o etykę dziennikarzy, redaktorów, scenarzystów, reżyserów, czy innych zawodów związanych z rozpowszechnianiem informacji. Przecież wizje twórców współczesnego kina to niejednokrotnie szczegółowe instrukcje jak kogoś zgnębić, zniszczyć a nawet zabić. To samo w prasie, szczegółowe opisy metod znęcania się nad ofiarą. Już nie wystarcza informacja, że gdzieś stała się tragedia, teraz należy dokładnie ją opisać, ze szczegółami, często swobodnie dodanymi w formie wniosków. Bo trzeba „nakarmić” szpaltę, by zyski ze sprzedaży pisma osiągały założone cele. Bo trzeba „nakarmić kliszę”, by sprzedaż biletów była na rekordowo wysokim poziomie. Przykre w tym jest to, że tymi treściami i obrazami karmimy już małe dzieci, potem młodzież. To są obecne wzorce. Potem dziwimy się, że teraz tyle przemocy wśród młodych ludzi, że są tragedie w rodzinach.