Witamy visitor możesz log in or create an account

Stała przy brzegu, a właściwie leniwie się kołysała, pobłyskując w słońcu pięknymi kolorami.

Wygodna, bezpieczna, chętna, cierpliwie czekająca. Ludzie dowiedzieli się, że na morzu jest wyspa. Jeżeli się na nią dostaniesz będziesz szczęśliwy po wsze czasy. Była niedaleko od brzegu. Trzeba nauczyć się pływać, pomyśleli, ale okazało się, że to nie wystarczy, szybko się męczyli – udoskonalić technikę, może wybrany styl, dobrze, ale były kłopoty z oddechem. No cóż, trzeba się nauczyć prawidłowego oddychania.

Ale to wszystko za mało, w drodze do wyspy uzmysławiali sobie, że robią to nerwowo, chaotycznie.

Może trzeba opracować strategię? A może bardziej zespołowo?

Próbowali, szukali, a wyspa ciągle była dla nich nieosiągalna.

Wieści rozchodzą się z szybkością myśli – dowiedział się więc o wyspie pewien człowiek. Jego życie nie sprawiało mu zawodu, rozwiązywał je sobie supełek po supełku, czuł się nim obdarowany i chętnie odrabiał jego lekcje, ciekawy dalszych.

Wyspę chciał ujrzeć, bo był ciekaw wszelkich tajemnic świata i życia. Wyruszył więc w drogę, nie śpieszył się, nie chciał, aby umknęło mu po drodze to, co mógł spotkać, usłyszeć, zobaczyć. Świat przecież jest taki fascynujący, do wyspy zdąży dotrzeć jeżeli tylko będzie tego ciągle pragnął.

Świat nie szczędził mu swoich cudów, często zatrzymywał się, aby pobyć z ludźmi, ciekaw jak żyją, jak sobie radzą ze swoimi supełkami. Nigdy przecież nie wiesz, gdzie znajdziesz podpowiedź. Często bywał podpowiedzią dla innych. Starał się iść prostą drogą; nieraz skusiła go droga obiecująca skróty lecz zorientował się, że skutecznie wydłużała drogę zasadniczą. A więc trzymał się jej.

Po jakimś czasie spostrzegł, że coraz więcej ludzi przebiega koło niego. Szybko, szybko – nieraz został po prostu przez nich potrącony. Zacięte twarze, brak uśmiechu, oczy patrzące w dal, a niewidzące piękna tuż, tuż…

A las był taki uzdrawiający, a ptaki swoim śpiewem tak koiły ciało. Był blisko, wiedział, że wyjdzie z leśnej drogi wprost nad morze.

Jeszcze parę kroków i jest – ogromne, szumiące, obiecujące. Ludzie wyprzedzali go, w wodzie było tysiące głów; wyszkoleni, wysportowani, kto prędzej dotrze na wyspę szczęśliwości?

Coś błysnęło, popatrzył w tę stronę – promień słoneczny rozjaśniał burtę łodzi.

„Jaka piękna” – jak zawsze zachwyciło go to, co drugi człowiek uczynił wspaniałego dla siebie i innych ludzi.

Ale dlaczego stoi pusta? Dlaczego ci ludzie nie korzystają z niej?

I już po chwili dotarło do niego – o Boże, po prostu nie widzą jej, przecież po drodze nie widzieli i jego, a był jeszcze bliżej.

Podszedł do łodzi, uśmiechnął się, zakołysała się mocniej.

Odbił od brzegu…

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!