Witamy visitor możesz log in or create an account

Kobieta przysiadła pod rozłożystym drzewem dającym cień. W dole rozpościerał się przepiękny widok. Warto było się wspinać pomyślała, ale czuła się zmęczona. Uświadomiła sobie, że absolutnie musi schudnąć. Uspokajała oddech i podziwiała krajobraz – łąki, pola, rzekę pięknie wijącą się i skrzącą w słońcu. Ten szczególny dzień chciała spędzić sama, z daleka od rodziny, przyjaciół, znajomych. Oparła plecy i głowę o drzewo, zamknęła oczy chcąc uspokoić także myśli.

Nie pamięta ile tak siedziała, kiedy poczuła coś dziwnego… poczuła oddech drzewa, aż zaparło jej – jej własny oddech. Łzy popłynęły po twarzy. Wkrótce ich oddechy zlały się w jeden wspólny i już trudno było rozróżnić gdzie kończy się drzewo, a gdzie zaczyna kobieta.

Znalazła się w innym świecie – inne kolory, inne zapachy i nieopisane uczucie lekkości i wolności, przed jej oczami zaczęły się przesuwać obrazy.

Zobaczyła jak z domu na wzgórzu okolonym sadem z jednej strony a zaczynającym się lasem z drugiej wychodzi kobieta. Przystanęła na schodach werandy zakochanym wzrokiem ogarniając okolicę, natychmiast koło jej nóg przysiadł olbrzymi, żółty pies i z kolei on patrzył na panią wzrokiem mówiącym o miłości i przywiązaniu. Kobieta ze zdziwieniem rozpoznała siebie – musiała być starsza o parę lat, ale tylko z obliczeń tak wyglądało. Patrzyła na siebie z coraz bardziej rosnącym zdumieniem. Wyglądała młodo, zdrowo, pięknie – emanowała tym czymś, czym tylko świadoma siebie kobieta może emanować i była szczupła, wręcz filigranowa.

Z garażu przystojny, postawny mężczyzna wyprowadzał jej samochód – czerwonego, pięciodrzwiowego volkswagena. Pomachała do niego, a potem powoli zeszła na podjazd. Mężczyzna wysiadł z samochodu – podeszli do siebie – spotkały się ich oczy, ręce, widać było jak bardzo nie chcą się rozstać nawet na krótko.

Ona jechała na wystawę malarską bo jej niedawno odzyskany malarz zdecydował się obdarować świat swoim talentem.

On został przygotować siebie, dom i materiał do wieczornych dyskusji w gronie przyjaciół. Na te wieczory czekali wszyscy – zobaczyła jak były inspirujące, rozwijające i zobaczyła co każdy z tego wnosi do swojego życia. To było magiczne. Tak jak magiczna była para ludzi dbająca o dom na wzgórzu i ogród.

Potem obrazy pokazały ją w otoczeniu ludzi młodych, związanych ze sztuką, medycyną, ekologią – wszyscy jej za coś dziękowali, wyrażali ogromną wdzięczność. A potem zobaczyła za co są wdzięczni – a więc odkryła, odkryła tę metodę. Boże, jest mi więc to dane. Zobaczyła swoje miejsce pracy i to jak tę pracę umiłowała i co to robi dla ludzi i planety.

A potem przesunęły się przed jej oczami miasta na całym świecie, gdzie była zapraszana i gorąco oczekiwana, a przy jej boku ciągle ta sama postać i miłość, która daje spełnienie.

A potem tak, tak, tak – zobaczyła z daleka napis KLINIKA HOLISTYCZNA i jej nazwisko jako założycielki. W klinice leczono ciało, umysł i duszę metodami daleko bardziej niż niekonwencjonalnymi. A więc zrobi to!

I ostatni obraz – podpisuje swoją własną książkę… i ludzie wokół cierpliwie czekający na podpis i dedykację, po którą warto stać, bo jest przeznaczona dla serca tej konkretnej osoby. Zobaczyła, jak podnosi głowę, uśmiecha się tak, jak tylko może się uśmiechnąć kobieta spełniona i usatysfakcjonowana, szczęśliwa.

Wizja zniknęła.

Minęło sporo czasu zanim kobieta wstała, przytuliła się do drzewa i podziękowała. A potem powoli zaczęła schodzić na dół, ku swojej przyszłości. Czuła się wyróżniona i po tysiąckroć wdzięczna – z pokorą i wdzięcznością schodziła aby spotkać się ze swoim przeznaczeniem, ona była swoim przeznaczeniem i zapragnęła, aby się dopełniło.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!