Witamy visitor możesz log in or create an account

Wykład przedłużał się. Zaczęło męczyć ją przebywanie w pomieszczeniu. Wołała ją przyroda, już nie mogła się doczekać na to spotkanie. Wybiegła z sali pierwsza, wiedziała, że dłuższe samotne przebywanie w lesie i nad jeziorem graniczy z cudem. A przyroda przecież nie ustępowała, ciągle nawołując – przyjdź do mnie, przyjdź do mnie w ciszy, chcę ci coś powiedzieć.

Najpierw zawołała ją brzoza – poszeptały do siebie jak dwie kobiety. Z jej ust spłynęły najbardziej intymne zwierzenia i przytulona do pnia wsłuchiwała się w odpowiedź, która nadeszła w szeleście liści i kołysaniu gałęzi. Popatrz – mówiła brzoza – pnę się do nieba, ale mam też w sobie czerpaną przez korzenie wiedzę o ziemi. Jestem wiotka i delikatna, ale mam zaufanie do własnej mocy – nie próbuję naginać rzeczywistości do siebie, lecz wzrastam w niej. Musisz poznać to miejsce w sobie, które skrywa twoje pragnienia, wtedy odsłonią się i zachwycisz się życiem. Klęcząc ucałowała pień brzozy i pobiegła dalej, pozwalając łzom wdzięczności płynąć swobodnie.

Kiedy dobiegła do jeziora nie mogła uwierzyć własnym oczom – była sama, samiuteńka! Tylko ona i jezioro.

- Czy mogę do ciebie wejść? – zapytała.

- No przecież czekam, nie widzisz?

Widziała. A potem usłyszała:

- Popatrz, jestem takie niewzruszone, a przecież nieraz złamie się trzcina, umrze trawa, a mimo tego, ciągle są – ciągle trzcina i trawa są moją ozdobą. Nieraz sprawiam wrażenie zimnego, ale zawsze możesz chociaż zanurzyć stopę, pooddychać moim zapachem, ukoić wzrok patrząc na marszczące moją powierzchnię fale i posłuchać mojej ciszy, która przemawia prawdziwie. Zawsze jestem – tak jak Ty.

- Rozumiesz?

Zrozumiała. A po chwili ciszy odezwał się wiatr – wzmożony, czuła jego powiew na całym ciele – „nieraz narozrabiam, tak jak i tobie to się zdarza, ale gdyby nie ja, kto przegnałby chmury, aby odsłonić wam słońce? Kto opowiedziałby wam bajki, w których ukryta jest magia życia? Chłodził wasze czoła? Przynosił wieści z dalekich stron? Kto obudziłby w was tęsknotę za wolnością, której pragnie dusza, aby mogła przejawić się, tworząc piękno?”

I pognał dalej w swoją drogę. Hej – zawołała – a nieraz sprowadzasz wichurę, gdy nadchodzi czas na porządne przewietrzenie – on jej jednak nie usłyszał. Pędziwiatr. Ale jego obecność naznaczyła się w jej wnętrzu świeżością, jakby wszystkie okna zostały otwarte. Otrzymała odpowiedzi, które w zgiełku miasta, codziennej bieganinie, tak trudno usłyszeć.

Objęła zachwyconym wzrokiem jezioro i las. Czuła, jak ich piękno wypełnia ją całą, dotyka każdej komórki. Skinęła głową wdzięczna z całego serca za ich towarzystwo i rozmowę. Usłyszała głosy. Z lasu wyłonili się pierwsi ludzie.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!