Witamy visitor możesz log in or create an account

Telefon od znacznie młodszej przyjaciółki bardzo ją ucieszył. Lubiła te rozmowy, nie były częste, lecz zawsze istotne.

Znalazła sobie wygodną pozycję i słuchała, co wydarza się w tej chwili w życiu młodej kobiety. Nie pamięta dokładnie, które słowa dotknęły czegoś bardzo żywego w jej wnętrzu.

Żywego, lecz uwięzionego, uwięzionego, lecz wyrywającego się z całej siły na wolność. Na początku, zdezorientowana, nie wiedziała, co się dzieje. Co tak bardzo chciało ujrzeć światło dnia. Tęsknota – za czym? Za wolnością, twórczością, miłością? Marzenia – o czym? Jeszcze nie wiedziała, że to drgnęło, poruszyło się ŻYCIE.

Jeszcze o tym nie wiedziała, kiedy kładła się spać. Wiedziała tylko, że to, co się wydarzyło, dotknęło wnętrza jej istoty. Noc przespała – ciemną, krótką noc. Nie pamiętała sennych obrazów, które zwykle co noc jej towarzyszyły. Czarna, zastygła noc.

Kiedy otworzyła oczy wiedziała od razu, że coś się wczoraj stało. Dotyczy to jej życia.

Ale co?

Słowa „na niby” pojawiły się, ot, tak sobie. Przyniosły jednak ze sobą tak potężną energię, że w jednej chwili pojęła, czego dotyczą. Na niby.

Żyła na niby, kochała na niby, traktowała siebie na niby. Kiedy to się zaczęło? Pewnie nigdy do tego nie dojdzie i nawet nie będzie próbowała. Na niby tak łudząco przypomina życie, ale usypia w nas każdą cząstkę. Na niby odbiera barwę kolorom, na niby odbiera głębię i różnorodność zapachom, pędzi jak szalone. Na niby przyćmiewa słońce, wycisza śpiew ptaków, odbiera lekkość wiatrowi i intensywność błękitowi nieba. Na niby ogranicza miłość, ubiera maski i spłyca uśmiech. Na niby czyni życie letargiem.

A życie, zbyt żywe, aby stawać w szranki z na niby, radośnie toczy się obok…

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!