Witamy visitor możesz log in or create an account

Uwielbiam gotować, ale jak każda kucharząca kobieta lubię też od czasu do czasu wyskoczyć ze swoim Ukochanym „na miasto”. Ulubiona restauracja, lub zupełnie nowy lokal – zależnie od nastroju, kameralny stolik, lampka wina i pyszne danie. Staram się zamawiać w każdym miejscu coś innego, zainspirować się i odkryć nowe połączenie smaków. Moja słabość? Rybka! Nigdy natomiast nie zamawiam steków – ukochanego dania zarezerwowanego wyłącznie dla L.

Postawił mnie troszkę pod ścianą, nie sądzicie? Bo jak tu wiedzieć, że soczysty kawał mięcha dobrze wypieczonego to lek na całe zło męskiego świata i nie spróbować tego leku zrobić we własnym domu…? No jak?

Wzięłam więc do ręki komputer, przeczytałam calutki internet w poszukiwaniu idealnego sposobu na grubaśne mięsko i, zaopatrzona w porcję rostbefu, przygotowałam swój pierwszy w życiu STEK. Podobno dobry.

Na 1 porcję potrzebne będą:

- mnóstwo czasu, cierpliwości i jakiś żelazny pancerz chroniący przed oparzeniem pryskającym olejem

- 2-centymetrowej grubości porcja rostbefu

- olej rzepakowy

- sól

- pieprz świeżo mielony

- łyżka masła

- ocet balsamiczny

Ze zrobieniem steku jest więcej zachodu, niż można się było spodziewać… Ale okej, jest niedziela, mamy czas. Godzinę przed pieczeniem mięso przenosimy do temperatury pokojowej. Porządnie osuszamy papierowym ręcznikiem.

Rozgrzewamy żeliwną (taaaak, to ważne – żeliwną!) patelnię i wlewamy odrobinę oleju rzepakowego. Podgrzewamy go 2-3 minuty i na gorącą taflę układamy odsączone mięso przypiekając je z każdej strony po 2 minuty. Zasada przygotowania idealnie soczystego steku zakłada minutę smażenia z każdej strony na każdy centymetr grubości mięsa. Ja dodatkowo podpiekłam 45 sekund boki. Gorący kawałek rostbefu obsypujemy solą i pieprzem, po czym układamy na wierzchu łyżkę masła i zawijamy mięso w folię aluminiową. Pakunek otwieramy na 10 minut przed podaniem i podgrzewamy w gorącym piekarniku układając na najwyższej kratce. Zanim ostatecznie podamy nasz stek na styl amerykańskiej restauracji, dajmy mu odpocząć 2 minuty, pokrójmy go na cienkie paski i polejmy odrobiną octu balsamicznego.

Jeśli widzieliście kiedyś zachodzące słońce nad morzem i w zachwycie nazwaliście ten obrazek „pięknym”, to po przygotowaniu takiego dania trochę zrewidujecie swoje pojęcie piękna.

„Piękny widok” to nie słoneczko i fale – to ten uśmiech Waszego Mężczyzny i niedowierzanie w oczach, kiedy dostaje STEK na obiad. 

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!