Witamy visitor możesz log in or create an account

Mój Ukochany zabrał mnie kiedyś na randkę do pięknej restauracji w naszym mieście na wykwintną kolację przy świecach i karafce domowego wina. Baaardzo lubię te nasze randki. On standardowo wybrał stek, ja zamówiłam intrygujący czarny makaron. Czarny! Odkąd o nim usłyszałam, zawsze polowałam na okazję spróbowania tego cuda i okazja właśnie nadeszła. Moje wrażenia…?

Hmm…Danie przepyszne, ale sam „bohater” okazał się po prostu makaronem, tyle, że czarnym. Nie wyczułam ani jednej specyficznej nutki smakowej, niczego, co by mnie na kolana w tej czarności makaronu rzuciło…

…co nie zmienia faktu, że podany na białym talerzu w towarzystwie kolorowych dodatków przyjemnie przyciąga spojrzenia osób przy stole. I dlatego też, kiedy w ulubionym supermarkecie znalazłam go na półce, nie omieszkałam wykorzystać makaronu jako bazy do mojego nowego, mrocznego dania.

Na podwójny, czarny obiad potrzebne nam będą:

- 250g czarnego makaronu spaghetti

- krążek sera Camembert

- 200g surowego łososia

- kilka pomidorków koktajlowych

- sól, pieprz, ocet balsamiczny, łyżka masła

Na pesto zielone:

- kilka zielonych oliwek

- 4 łyżki oliwy z oliwek i kapka octu balsamicznego

- kilka orzechów włoskich

- 30g startego sera typu cheddar

- kilka listków świeżego oregano – kilka odłóżcie – położymy je na wierzchu potrawy

Łososia doprawiamy solą, pieprzem, wkładamy do rękawa razem z łyżką masła na górze i pieczemy 20 minut w 190 stopniach.

Czarny makaron gotujemy na półtwardo. Pomidorki koktajlowe kroimy na połówki, a ser Camembert w dość dużą kostkę zostawiając dwa – trzy paski do dekoracji.

Wszystkie składniki pesto blendujemy  na gładką pastę i dodajemy do ugotowanego, ciepłego jeszcze czarnego makaronu, mieszamy delikatnie – tylko mi tam paćki nie zróbcie z tego dania!

Sprawdzamy czy ryba w rękawie już gotowa i upieczoną kroimy i dokładamy do makaronu razem z kostką z sera. Czarne niteczki trzeba teraz wyłożyć na talerze i udekorować pomidorkami, paskami sera i świeżymi listkami oregano, oraz delikatnie, acz stanowczo polać octem balsamicznym.

Poezja, prawda…? Jak w prawdziwej, włoskiej restauracji. Spróbujecie…?

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!