Witamy visitor możesz log in or create an account

Lubicie zakalce...? Hej, KAŻDY lubi zakalce! Najlepsze są takie właśnie z ciasta drożdżowego, lub z murzynkowego, bardzo wilgotne i zbite. Lekko zalepiają zęby i gdyby nie to, że są właściwie naszą kulinarną porażką, możnaby podsyłać sobie na zakalce przepisy.

Zagranica już dawno pokochała nieudane wypieki cukiernicze i odpowiednio okrasiwszy je nazwą (brownie, cookie dough) promuje na stronach kulinarnych.

Mamy być gorsi? Absolutnie.

Z racji nadchodzących świąt mam więc dla Was prezent typu dwa w jednym: jeśli chcecie drożdżówkę, to trzymajcie się zasad i wyjdzie przepyszne, puszyste ciasto, jeśli natomiast wolicie drożdżowy zakalec, to na końcu wpisu podpowiem co zrobić, aby taki zakalczyk uzyskać.

Na mniejszą blaszkę pachnącego ciasta drożdżowego z malinami i różaną nutą potrzebujemy:

- 350g mąki pszennej

- 3 jajka

- 100ml mleka

- 1/2 kostki masła (1205g)

- 125g cukru i jeden cukier waniliowy

- 7g suchych drożdży (mała torebeczka)

- szczypta soli

- woda różana – tylko nie bierzcie tego świństwa z internetu na bazie glikolu – BLE!

- 250g malin mrożonych

- 3 łyżki cukru pudru

No i kruszonka...

- 50g masła

- 50g cukru

- 100g mąki

Zaczynamy od zrobienia ciasta – wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową.

Rozpuszczamy drożdże w lekko podgrzanym mleku.

Masło topimy i studzimy.

Mąkę należy przesiać przez sitko, wymieszać z cukrem i podsypać odrobiną soli, co podkreśli smak ciasta i ułatwi uzyskanie odpowiedniej jego konsystencji Do sypkich składników dodajemy jajka i intensywnie mieszamy mikserem z hakami stopniowo wlewając płynne, wystudzone masełko. Teraz dodajcie mleko z drożdżami i wyrabiajcie jeszcze przez 10 minut – im więcej powietrza wtłoczonego do ciasta, tym lepiej.

Gotowe ciasto nakrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 4 godziny. Najlepiej w jakieś ciepłe miejsce.

Malinki... mhh, przypominają słoneczne, letnie popołudnia u Babci...

Malinki rozmrażamy, zasypujemy cukrem, dodajemy 2 łyżeczki wody różanej i chwilkę redukujemy na małym ogniu do uzyskania gęstej konfitury.

Do wyrośnięcia ciasta zostało wam jakieś 3 godziny z kawałkiem, możecie zatem śmiało ruszać na spacer. Albo zabrać się za sernik.

Wyrośnięte ciasto uderzamy z całej siły ręką, tak porządnie, żeby opadło i skurczyło się. Uderzone? Pięknie. Nie ma to właściwie większego znaczenia, ale można rozładować swoje napięcie emocjonalne.

Teraz ponownie haki w ruch i wyrabiamy pobitą drożdżową masę jakieś10 minut. Rozpłaszczamy dłońmi i wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Ponownie zostawiamy do wyrośnięcia, ale tym razem wyrastać będzie 40 minut.

Zabieramy się za kruszonkę. Jak? A, bardzo prosto – wszystko do miseczki i palcami wyrabiajcie grudkowate kuleczki tak długo, aż składniki się połączą pod wpływem ciepła dłoni.

Czas powoli ucieka... Wstawiajcie piekarnik – zdąży się nagrzać. Potrzebujemy 170 stopni.

Na wyrośnięte ciacho wykładamy malinowo-różaną masę owocową, posypujemy kruszonką i wstawiamy na 35 minut do nagrzanego piekarnika. Po upływie wyznaczonego czasu ciasto koniecznie wyjmijcie z blaszki i wstawcie na nagrzaną kratkę w jeszcze ciepłym, otwartym piekarniku do podsuszenia – w tej części wciąż zapobiegamy zakalcowi.

Drożdżówka kusi już zapachem, pozostało tylko dekoracyjne posypanie jej cukrem pudrem i wpałaszowanie na gorąco – przecież nic nie smakuje tak dobrze jak gorący drożdżowy wypiek ze szklaneczką mleczka!

I co? Prawda, że piękna wam wyszła? Tak jak pisałam – drożdżowe jest proste, jednak pracochłonne. Pominięcie jakiegoś etapu przyspieszy proces pieczenia, ale w efekcie otrzymamy równie smaczny zakalec. I to z malinami i kruszonką.

Zakalcowanie ciasta powiedzie się jeśli:

- nie wyrobimy porządnie drożdżówki przy pierwszym wyrastaniu-bo uprzemy się na pieczenie ciasta przed śniadaniem i brak nam siły na takie głupotki jak wyrabianie

- ciasto nie będzie odpowiednio długo wyrastało w cieple – moje np pierwotnie wyrastało na parapecie. A właściwie NIE WYRASTAŁO...

- ciasto będzie wyrastać zbyt szybko – drożdże się namnożą jak głupie, ale poumierają i nici z wysokiej drożdżówki

- nie pozwolimy ciastu wyrosnąć drugi raz przed pieczeniem, bo szybko, bo po co, bo już i teraz

- drugi raz będzie wyrastać po nałożeniu dodatków na wierzch – czyli właściwie NIE BĘDZIE wyrastać, bo będzie się czuło przytłoczone od góry

-wyjmiemy ciasto z piekarnika za szybko, bo skusi nas zapach

-będziemy otwierać piekarnik w trakcie pieczenia upewniając się, że złoci się równomiernie

-nałożymy ciasto do zbyt małej foremki, ono wyrośnie podczas pieczenia wylewając się poza nią i w celu ratowania piekarnika przed palącą się od dołu kruszonką i siebie przed szorowaniem wyłączymy grzanie w 20. minucie licząc na to, że jakoś tam sobie dojdzie.

Otóż nie dojdzie. Kruszonka się spali, owoce spłyną, a my cieszyć się będziemy zakalcem, co przetestowałam.

Mam natomiast dzięki temu porządnie wysprzątany piekarnik przed świętami.

Powodzenia!

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!