Witamy visitor możesz log in or create an account

„Stoję na środku drogi z odchyloną głową i gapię się w niebo. Tak łatwo można zapomnieć, jak cudowny jest świat.”

William Wharton

Ten cytat przypomniał mi o pewnej metodzie, którą kiedyś, jakiś naprawdę spory czas temu, już nie pamiętam od kogo usłyszałam lub w jakiej książce przeczytałam jako prosty sposób na puszczenie marzeń w świat… by uruchomiła się ich realizacja.

Polegało to na tym, że trzeba było wyjść na drogę, a dokładnie na skrzyżowanie (sugeruję drogę polną – zasady BHP tu też mają swoje zastosowanie) i wypowiedzieć swoją prośbę, swoje marzenie, swoją potrzebę. Skierowanie próśb czy marzeń w cztery strony świata miało zapewnić uruchomienie potężnej mocy wszechświata do ich materializacji. Zastanawiało mnie wtedy: dlaczego trzeba w cztery strony świata?, czy w jedną nie wystarczy? No tak… jak to mówią, nigdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie pomoc. Pewnie dlatego… Nie wiem, metody nie sprawdzałam. Znam wiele innych, niesamowicie skutecznych i z pewnością będę się nimi tutaj dzielić…

Piękny dzień, nareszcie mnóstwo światła, choć może jeszcze mało kolorów, w końcu to jeszcze zima. Postanowiliśmy nie zostawać w domu… wyjść, choć każdy z innymi planami. Nie wiem, jak chłopaki, ale ja swój plan miałam. Od dawna czekałam, by go zrealizować. Chwyciłam lustrzankę, byłam tak podekscytowana, że zapomniałam nawet czapki, ale co tam… przecież prawie wiosna. Fotografia stała się ostatnio moją największą pasją. Nigdy wcześniej nie ciągnęło mnie do fotografowania, nie wiem, co takiego sprowokowało powstanie tej nowej dla mnie pasji. Może jakiś nowy etap w życiu, może z wiekiem chcemy coraz więcej piękna i magicznych chwil zatrzymać w kadrze? Jak poznam jakąś wiarygodną odpowiedź, dam Wam znać. Dzisiaj ta odpowiedź nie ma dla mnie znaczenia i nie jestem przekonana, czy kiedykolwiek będzie je miała.

Dzisiaj stanęłam na środku swojej drogi i po prostu zaczęłam gapić się w niebo, jego czysty błękit i te puchowe chmurki pędzące po tym błękicie. Dzisiaj uśmiechnęłam się tak bez sensu, to znaczy, niby tak zupełnie bez jakiegokolwiek znaczącego powodu. Patrząc na niebo z bardzo szybko pędzącymi chmurami poczułam potężną moc, jakąś nieograniczoną moc, która z ogromną pewnością wymiatała z otaczającego mnie świata szarość i chłód zimy a z mojego umysłu wymiatała jakąś stagnację, jakieś wycofanie i otwierała go na mnóstwo nowych barw i przeżyć. Ta moc w sposób nagły przypomniała mi, jak piękny, jak cudowny jest ten świat, jak wiele daje tym, którzy mają szeroko otwarte oczy i serce, którzy szukają chwil, by móc się zatrzymać i przeżywać te chwile…

Rozejrzałam się dookoła, Junior śmiejąc się, biegał za zielonym autem sterowanym radiowo, którym kierował tata nieco starszego chłopczyka. Ile w tym było świeżości i prostej radości. Chłopcy podawali sobie nawzajem auto z rąk do rąk, starszy tłumaczył młodemu budowę pojazdu i zasadę działania. My – dorośli śmialiśmy się i wymienialiśmy życzliwymi uwagami. Nie znaliśmy się wcześniej, zadziałała magia chwili, przypomnienie, jak cudowny jest świat.

I jeżeli tylko żyjesz uważnie, masz szansę codziennie uczestniczyć w taki lekcjach, jak ta. Codziennie możesz przypomnieć sobie, jak wiele piękna i dobra jest na świecie. Jak wiele możemy dać innym i jak wiele możemy od kogoś otrzymać. Czasem wystarczy się po prostu życzliwie uśmiechnąć… do siebie, do kogoś, do chmurki.

Czasem warto pogapić się w niebo i poobserwować chmurki, potem popatrzeć w dół i poobserwować dzieci… można się naprawdę wiele nauczyć o prawdziwym świecie i spojrzeć na niego inaczej.

No cóż, zrobiłam dzisiaj zaledwie 23 zdjęcia, ale za to jakie… szczęśliwe. Widać to na każdym z nich.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!