Witamy visitor możesz log in or create an account

„Tracimy tyle czasu na rzeczy pilne, że nie starcza nam go na rzeczy ważne.”

François de La Rochefoucauld

Wszystko pilne, wszystko na teraz, na już, a nawet na wczoraj. Zewsząd bombardowana jestem oczekiwaniami, zrób więcej, pisz więcej, naucz się więcej, gotuj częściej, to powinnaś robić szybciej, to staranniej, to częściej, a tamto inaczej. Masz zawsze świetnie wyglądać, być szczęśliwą, zrelaksowaną i uśmiechniętą mamą, uroczą i wyrozumiałą żoną, masz prowadzić świetnie prosperującą firmę, regularnie wyprowadzać psa na długie spacery, ćwiczyć, stale się rozwijać i we wszystkim być coraz lepsza – i to z każdym dniem.

Większość artykułów w prasie dla kobiet i nie tylko, stale chce nas udoskonalać, w kółko przekonując nas, jakie powinnyśmy być, co i jak powinnyśmy robić, a czego unikać. Nie ma źle, wszystkie te umiejętności są do opanowania, zewsząd zalewa nas tak ogromna fala ofert szkoleń, kursów i tym podobnych wynalazków, że nic tylko wybierać, a wtedy wszystkie powyższe oczekiwania okażą się spacerkiem po parku. A jest w czym wybierać:

„wystarczy, że zapiszesz się na organizowany przez nas kurs Supermamy” – super mamą to ja jestem na co dzień,

„wystarczy, że dołączysz do naszej grupy a Twój biznes eksploduje” – chyba się nie zdecyduję, nie lubię fajerwerków,

„wystarczy, że z nami przejdziesz na drugą stronę” – przechodzę codziennie i bez was,

„bez nas na pewno sobie nie poradzisz” – jestem przekonana, że z wami też nie,

„jeżeli nie zdecydujesz się na ten kurs, to już przegrałaś” – aż się boję pomyśleć, co będzie jeżeli się zdecyduję.

Jak widzisz, możesz mieć wszystko i wszystko możesz osiągnąć. Wystarczy, że zostaniesz Mistrzynią Każdej Chwilki i rzeczy pilne i ważne (przeważnie pilne i ważne zdaniem innych) zostaną przez Ciebie ogarnięte co do ostatniej. Przecież możesz nawet wykonywać kilka czynności na raz, każda kobieta to potrafi, dla nas to drobnostka. Wprawdzie wieczorem zaryjesz nosem w poduszkę z twarzą skrzywioną wyrazem zmęczenia na skraju wyczerpania, ale Twój wizerunek superwoman za dnia będzie niepodważalny. Zatem wieczorem w ciemnościach pozwolisz sobie skrzywić twarz, by nikt nie widział tej chwili słabości i... teraz masz czas dla siebie… teraz możesz być sobą, masz mnóstwo możliwości, możesz np.

  1. porozmyślać,
  2. pomarzyć,
  3. poczytać,
  4. poprzeklinać nawet możesz,
  5. poobwiniać wszystkich dookoła za Twój stan,
  6. zaplanować realizację rzeczy pilnych na następny dzień, by znowu zdążyć się położyć przed 24-tą i mieć czas dla siebie.

Poprawka! Pkt. 1., 2. i 3. nie zdążysz zrealizować, wykonasz tylko priorytetowe 4., 5. i 6. i zaśniesz. To dobrze, potrzebujesz sił na jutrzejszy dzień.

Zatrzymałam się… Większość dnia spędzam sama w domu z moim dwuletnim łobuziakiem, do którego nawet na godzinkę nie wpadnie jedna czy druga babcia, bo obie mieszkają bardzo daleko. Nie mam zatem chwili na wyprasowanie bieżących ubrań, czasem nie mogę nic ugotować, bo junior właśnie ma zły dzień i bez mamy ani rusz, choćby nawet stała obok i tylko mieszała w garnku. Komputera włączyć mi nie wolno  - „mama, nie pracujesz!!!”, poczytać nie ma szans – czytnik ucieka szybciej niż zdążę zauważyć (dostaje dwóch nóżek), garnków nie umyję, bo właśnie jest większa afera – Kubuś Puchatek pokłócił się z Tygryskiem, albo przyjechała śmieciarka i wspólnie musimy się pozachwycać, jak pięknie „zjada” śmieci. Jest też największa pasja juniora – sprzęt AGD, a zwłaszcza odkurzacz Zelmer, który spędza z nami każdą chwilkę dnia. Gdy się bawimy jest z nami w salonie, gdy idziemy coś zjeść jest z nami w jadalni, nawet idzie z nami do łazienki (nie ważne po co). A ja, czasami już jestem tak zagoniona, że wybucham, daję upust swojej bezsilności. Wieczorem robi się cudnie, junior idzie spać o 19-tej, jeszcze tylko trzy razy pod rząd odśpiewana obowiązkowa kołysanka „o Zelmeru” (słowa musiałam wymyślić sama do popularniej melodii kołysankowej) i mam czas dla siebie.

Czy dla siebie? Naprawdę? Zatrzymałam się… tak, kilka dni temu zatrzymałam się, by pomyśleć o sobie. Zamiast, jak co wieczór oddać się moim ulubionym zajęciom, tj. wyjęciu prania z pralki i rozwieszeniu tegoż, umyciu naczyń (będę elokwentna i nie powiem „garów”), zaplanowaniu wszystkich posiłków dla dziecka (na nasze wiem, że nie będzie czasu, więc nawet nie planuję), potem jeszcze pisaniu i koło 24-tej realizacji 6-cio punktowej listy (patrz powyżej). Nie, tym razem podjęłam się weryfikacji priorytetów.

Nadszedł czas na rzeczy naprawdę ważne, mój czas po 19-tej, to czas dla mnie. To czas na relaks, marzenia, czytanie książek, leżenie w wannie, medytację, układanie „w głowie”, pisanie, naukę, rozmowy ze wspaniałymi kobietami, które pojawiają się w moim życiu. To czas na zauważenie i docenienie magii życia, wyjątkowości każdego dnia i każdej w nim chwili, to czas inspirowania i bycia inspirowaną. I na to teraz sobie pozwalam, codziennie. Być może czasem mój nowy tekst nie pojawi się przez kilka dni, ale gdy już się pojawi, będzie płynął z serca, z serca zrelaksowanej kobiety. Być może od września, kiedy mój mały skarbek pójdzie do przedszkola, będę miała tego czasu więcej, ale teraz cieszę się tą dzisiejszą chwilą.

I już bawiąc się z dzieckiem, nie robię „przy okazji” innych pilnych rzeczy, robię tą najważniejszą, jestem mamą dwuletniego chłopczyka i ten nasz wyjątkowy „dwulatkowy” czas już nigdy więcej się nie powtórzy. Dzisiaj doceniam, jak wielkim cudem w moim życiu jest fakt, że w przeciwieństwie do wielu mam, ja mogę spędzać z moim synkiem najcudowniejszy etap jego rozwoju, w pełni.

Ja naprawdę od bardzo dawna wiem, że nie muszę się ciągle sztucznie udoskonalać, być lepsza, szybsza, bardziej jakaś, ja chcę rozwijać się i uczyć niewymuszenie, naturalnie, tak , jak robią to małe dzieci. Poznawać to, co poznawać chcę, uczyć się tak, jak chcę się uczyć. Spędzać czas tak, jak chcę go spędzać. Zwalniam, bo nadszedł czas na rzeczy ważne… dla mnie najważniejsze.

Dziecko – najlepszy nauczyciel i mój mistrz.

Tylko i wyłącznie zalogowani użytkownicy strony mogą dodawać komentarze!